2014-02-03

To było naprawdę 2

Mam kolegę.. który jest na stażu w szpitalu, znaczy, kształci się na dochtora.
Opowiedział nam o ściśle tajnej lekarskiej gwarze, którą porozumiewają się panowie doktorzy przy pacjentach, by boże krówki ich przypadkiem nie zrozumiały, a zarazem poczuły się dowartościowane, że tak uczenie o nich mówią. Chodzi tu o pacjentów - up**dliwych hipochondryków, którzy nie dają spokoju biednym lekarzom i nie dają się wyprosić za drzwi, wymyślając urojone dolegliwości...
Wtedy pan lekarz mówi do drugiego podczas konsultacji:
- Panie doktorze, rozpoznaliśmy tu syndrom WUM, uważam, że naprawdę nieodzowna jest kuracja BDD.
Pacjent szczęsliwy, żegna się i wychodzi
WUM - Wyjątkowo Upierdliwa Menda
BDD - But - Dupa - Drzwi


Znów mnie zjeżyła straszliwie to ją obgadam.
Po dość diametralnej zmianie w moim życiu, bardzo dyskretna sąsiadka spytała z wielkim wyczuciem:
- Słyszałam, że... (wielce wyolbrzymiony opis było nie było mojej życiowej porazki), to prawda???
- Tak to prawda....
Sąsiadka bardzo zawiedziona, że nie mam na sobie pokutnego wora i nie żalę się każdej napotkanej osobie płacząc rzewnymi łzami:
- Ale nic po tobie nie widać! Dobrze wyglądasz, w ogóle skąd ty masz teraz na wszystko pieniądze?Dostałam szału, tego typu pytanie są moimi "ulubionymi".
- Jak to skąd? Z prostytucji...
Tę @ przez chwilę zatkało, ale zaraz mi odpaliła:
- No to się musisz napracować, laska 30 zł kosztuje...

Wyległ mi na usta jadowity uśmieszek, i zanim pomyślałam palnęłam:
- To zmień trasę, bo ja poniżej dwóch stów ust nie otwieram...


Kumpela pracuje w windykacjach. Kiedyś wysłali pismo pewnemu Panu, że tam z czymś zalega i żeby
uregulował, bo jak nie, to... i tak dalej i tak dalej... Pismo to podpisała koleżanka o nazwisku Kwiecień. Facet wkurzony zadzwonił do nich parę dni później i traf chciał, że odebrał kolega, który nosił nazwisko Grudzień...
Kolega Grudzień się przedstawił, a facet na to:
- CO WY TAM QRWA PSEUDONIMY MACIE??!!


Kiedyś siedzieliśmy sobie ja, tata, Kaśka (siostra blond) i Tomek (brat mój).
Kaśka się pyta ojca, bo wyszło jej, że się urodziła 4 miesiące po ślubie rodziców:
- Tato a ja to byłam wcześniakiem???
Ojciec wkurzony:
- Tak, 4- miesięcznym.
I Kaśka oczywiście, ze zdziwieniem, bo nie skumała (zresztą ona nic nie kuma):
- I co odratowali mnie?
Tomek:
- Odratowali. Twarz, ręce, nogi, niestety bez mózgu.


Autentyk z czasów młodości mej żony.
Tłumek ludzi pcha się do autobusu, w tym i moja żona, nagle słyszy za sobą głos jakiejś starszej kobiety:
- Posuwa się pani?!
Obok stojący chłopcy odpowiedzieli chórem:
- Jak ma z kim!


Będąc małą dziewczyna, grzecznie siedziałam sobie na ławeczce przed blokiem. Czynność ta była tak „bierna”, że po chwili spadłam z niej, uderzając tyłem swej głowy o ławkę znajdująca się obok. A przypomnieć należy, że nie była to byle jaka ławka. To była jedna z tych spuścizn socjalistycznego budownictwa, czyli cała oklejona mniejszymi i większymi kamykami.
Nie powiem, że mój kontakt z tą ławką wyglądał podobnie, jak okrągłego jabłuszka z tarką. Zapłakana pobiegłam do domu. Pierwszą czynność, jaką ojczulek wykonał było zaprowadzenie mnie do ciotki, mieszkającej w drugiej klatce. Jest lekarką, więc ranę powinna opatrzyć. Jej komentarz oddawał grozę sytuacji:
- Jedź z nią do szpitala. Wujek ma dyżur, więc ją przyjmie.
Dopowiem tylko, że jej mąż był chirurgiem. Jednak, tak zwaną pierwszą pomoc musiała mi ciocia udzielić. Odgarnęła mi włosy z rany, przyłożyła gazę i obkleiła mi głowę wraz z włosami taśmą do opatrunku. Gdy puściła odgarnięte włosy gaza ni jak nie dotykała rany, ale można mnie już było jako tako zawieść do szpitala.
Na izbie przyjęć zostałam od razu zaprowadzona do gabinetu i czekałam na wujaszka. Wszedł do sali i...:
- Cześć Kasiu. Co się sta… Co za kurew tak to zabandażowała!?!
Wykrzyczał ze złością. Na co mój tata nieśmiało:
- Twoja żona.
...Mimo wszystko wciąż są kochającym się małżeństwem.


Mam koleżankę - nie tak dawno zakupiła sobie komputer i świetnie sobie radzi, bo nie o tym rzecz, ale bardzo chciała "poczatować", a że nigdy tego nie robiła, dzwoni do mnie po radę (czemu do mnie, nie
wiem). Poradziłam jej: wymyśl jakich słodki nick, przywitaj się i rzuć jakiś dobry dowcip na ogólny i jakoś samo się rozkręci (dobrze poradziłam prawda?).
I co zrobiła?
Nazwała się: KARMELEK i rzuciła dowcip:
- Bawią sie dwie blondynki klockami, wchodzi trzecia i ...spuszcza wodę.
Ja upadłam, a ona jeszcze się dziwi, że jej się nie rozkręciło.


Pulpecik otwiera swe zapuchnięte z rana oczka i odzywa się w te słowa:
- Boże, jaka Ty jesteś piękna, jesteś najśliczniejszym kwiatuszkiem na świecie jakiego mogłem sobie
zerwać...
...i zbezcześcić


Jakieś 100 lat temu, zaraz po maturze, pracowałam w wakacje u znajomych w sklepie zoologiczno -
wędkarskim. Miałam swojego ulubionego białego szczura, którego lubiłam nosić na ramieniu. Miałam wtedy włosy do ramion. Szczurek pewnego pięknego dnia usnął sobie w golfie pod włosami na moim karku. Przyszedł pan, mocno "wczorajszy", kupować robaki. Szczurek akurat przebudził się i wystawił pyszczek spod moich włosów. Facet z lekkim obrzydzeniem spytał:
- Matko, co pani tam ma?
Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale z niewinną miną odpaliłam:
- Ja? A gdzie??
- No... Na szyi...
- Ale ja tam nic nie mam...
Obrzydzenie na twarzy faceta zamieniło się w przerażenie...


Seminarium z etyki lekarskiej. Wszyscy próbują znaleźć wygodną pozycję do snu. Profesor gada, gaaadaa,
gaaaadaaaa. W pewnym momencie zaczął mówić o transplantacjach i handlu ludzkimi narządami:
- No i jak państwo myślą? Jakim narządem najczęściej się handluje?
Głos z sali:
- Dupą!!
No i niestety nie dowiedzieliśmy się jakim...


Robiłem wczoraj imprezę juwenaliową na Polach Mokotowskich. Pracowałem przy małej scenie, gdzie przez cały dzień jakieś pierdoły się działy. Wieczorem miały grać 2 zespoły punkowe. Podczas próby jednego z nich, byłem akurat na scenie, gdzie przepinałem jakieś kabelki. W tym czasie jeden z "muzyków" klarował coś kumplowi przy konsolecie. Gdy wróciłem na stanowisko, zapytałem kolegi, co chciał ów punk. Kumpel na to:
- Więcej szatana w gitarze...


Moja bratowa wyjechała na szkolenie do Zakopanego, więc na sobotni obiad, mój brat wraz z córkami
przyszli do moich rodziców. W sumie zdarzały się takie sytuacje nie raz, lecz tym razem przyprowadził
jeszcze z sobą kolegę. Z kumplem się dawno nie widzieli i na sobotę umówili, lecz brat zapomniał o pewnych utrudnieniach organizacyjnych u siebie w domu, więc Stacha na obiad do nas przyprowadził. Rozmowy jak to przy stole, gadka szmatka o wodzie i pogodzie. W pewnym momencie zeszło na sprzęt AGD. Mikrofalówki, miksery i inne pralki. Mój ojciec wygłosił krótką mowę o nieopłacalności zmywarek, że prąd, woda, i tłuszcz na garach zasycha... Na co kumpel do brata:
- A Ty Jacek to masz zmywarkę?
Na co Jacek z uśmiechem i stoickim spokojem:
- No ba, jasne że mam, ale na szkoleniu w górach jest, dopiero za 2 dni wraca.


Historyjkę tę opowiedział mi kumpel, który jest instruktorem jazdy kat. "B". Razu pewnego, uczył kursantkę obsługi hamulca ręcznego. Więc jej tłumaczy, żeby zaciągnąć hamulec, to trzeba wajchę do góry, a żeby zwolnić, to tę wajchę troszkę do góry, nacisnąć "ten mały przycisk" i opuścić.
- Ty poćwicz, a ja wyjdę na papierosa - powiedział, po czym wysiadł z samochodu porozmawiać z kolegą.
Po jakimś czasie, kursantka woła z samochodu:
- Panie Remku... Ja ciągnę i ciągnę, a on się spuścić nie chce...
Chyba nie muszę mówić jaki był ubaw dla mojego kumpla, no i dla mnie też...

Miauuuuu! 94