2014-03-24

Podobno autentyczne 7

Dopadł mnie leń i stwierdziłem pi**dolę, nie robię. Czekam na weekend. Zbuntowałem chłopaków z IT i giercujemy w Unreala. Oni na IV piętrze, ja na V. W zespole IT jest fajna dziewucha - gra z nami. Zasady gry - gramy do 40, i kto ma najmniej fragów ten robi kawę/lub inny napitek reszcie uczestników (7 osób). Skończyliśmy partię. Byłem drugi, panna ostatnia. Wpada do mnie z parującą kawusią, na spodeczku, w drugiej rączce dzierży cukier i mleczko. Podchodzi do biurka stawia, uśmiecha się zalotnie i pyta się ile mleczka, a ile cukru. Jednym słowem - profesjonalna obsługa. Kumpel z pokoju (lowelas który myśli, że każda na niego leci i nie grał - lama komputerowa) z zazdrością patrzy na to i do Niej w te słowa:
Kumpel:
- A kiedy mi przyniesiesz kawusię ??
Panna:
- Naucz się grać, a potem pogadamy...


Jechałam dzisiaj pociągiem i jak zwykle musiałam trafić na ciekawe osobistości. Tym razem była to babcia z wnusiem. Widać było, że wracają z zakupów bo torbami obładowani. Wnusio na oko 9-10 lat i waga ciężka. To znaczy taka, że jak wsiadł do pociągu, to się tory ugięły. W każdym razie wnusiowi zakupy musiały się spodobać, bo do siateczki co chwilę zaglądał i a to czekoladkę wyjął, a to bułeczkę, a to serek w plasterkach i pałaszuje, aż mu się uszy trzęsą. A babcia nic. Spokojnie patrzy jak wnusio rośnie w oczach bo przecież "głodzić dziecka nie będziemy". Nawet uśmiecha się do niego ładnie i z dumą patrzy jak je. No a wnusio leci dalej. Pochłonął już pół bagietki, kilka plasterków salami i przestać jeść nie zamierza. Mi się przestało w głowie mieścić, że tyle można zjeść i to będąc dzieckiem, ale babcia nadal spokój. W końcu przestałam się przyglądać chłopcu tylko przyjrzałam się babci jak ona się mu przygląda. Stale uśmiech przyklejony do twarzy... Nagle widzę... twarz kamienna, uśmiech gdzieś zniknął. Mord w oczach i jak nie wrzaśnie:
- PARÓWKOWYM SKRYTOŻERCOM MÓWIMY NIE!
Cały pociąg zaczął się turlać ze śmiechu (to znaczy pasażerowie a nie pociąg) jedynie wnuczek zbladł, zamilkł, łzy mu do oczu napłynęły i...:
- ZNOWU MI DZIADEK WSZYSTKIE PARÓWY ZEŻREEEEE!!!
W tym momencie mi łzy do oczu napłynęły. Z jednej strony ze śmiechu, a z drugiej... żal chłopaka, parówki mu żałują.


Brat kolegi wybierał się na jakąś imprezę w kilka grup towarzyskich do pewnej knajpy. Jedna grupa cudzoziemska była pochodzenia cudzoziemskiego, a w jej skład wchodził Murzyn typu "2kg lewe jądro, 2kg prawe jądro, Turner Brown". W dodatku rzeczony nie krył się ze swoim upodobaniem do facetów, a brat kolegi został o tym ostrzeżony.
Któreś piwo później idzie do toalety, staje przed pisuarem, realizuje przelew, drzwi się otwierają, wchodzi Turner Brown, podchodzi powoli w jego kierunku i pyta:
- Czy już jesteś wystarczająco pijany?


Kiedyś między mną i moimi kumplami wywiązała się pewna rozmowa, w której jeden z kolegów rzekł:
- W niektórych kręgach jestem uznawany za wybitnego specjalistę w tej dziedzinie.
Na co mój drugi kumpel bez chwili namysłu odpalił:
- Chyba w takich w zbożu...
Ledwo na nogach ustałem po tym tekście.


Wpierw krótka gra wstępna. Pracuję w wydziale gier i zabaw mojego magistratu, zajmującym się m.in. organizacją imprez masowych. Często dzwonią do nas ludzie z zapytaniem, czy w najbliższym czasie organizujemy jakąś imprezę miejską. Przed chwilą zadzwonił telefon, grzecznie się przedstawiłam i spytałam w czym pomóc. Pani po drugiej stronie:
- Dzień dobry. Chciałabym się dowiedzieć, czy planują państwo teraz jakiś festyn nad zalewem, bo ja bym się chciała wystawić z balonami...


Moi rodzice chcą mieć szczeniaki za pomocą mojego psa, a właściwie suki. Do tego potrzeba partnera męskiego. Mój ojciec dzwoni do znajomego, który posiada takowe zwierze. Okazało się, że pomylił numery. Chciałbym zobaczyć minę kobiety która usłyszała od mojego ojca coś w stylu:
- Dzień dobry. Ja w sprawie zapłodnienia.


Młode otrzymało zadanie domowe - napisz w kilku zdaniach, jak twoja mama spędza wolny czas.
Pracowałam, nie sprawdziłam. Poszło. Obaczyłam po czasie:
"Moja mama, jak ma wolne, to śpi i ogląda seriale".
Koniec wypracowania.
Szkoda, k**wa mać, że jeszcze nie dodał, że po serialach czytuję "Na żywo". Extra charakterystyka.


Zdesperowane (chyba) i pełne weny twórczej Panie sprzątające, zaczęły rozwieszać na uczelni, na drzwiach toalet, kartki:
"PROSIMY ZACHOWAĆ CZYSTOŚĆ"
Znudzone (chyba) i pełne także weny twórczej studentki dopisały:
"A po ślubie też muszę?"
I odpowiedź:
"Nawet po ślubie będziesz musiała się myć"


Spotkało znajomą, a kobiety jak wiadomo nie kłamią.
Długi weekend, nadmorska restauracja.
([Z] - znajoma, [K] - kelnerka)
Z (dumając nad menu) - Może mi pani powiedzieć, co to jest zapiekanka z warzywami?
K - Jej już nie ma, ale były tam: ziemniaczki, marchewka, bakłażan...
Z - No nie ma, to nie ma. W takim razie...
K - Ależ zaraz, zaraz, powspominajmy...


Gwoli wprowadzenia:
Mieszkam w miasteczku, może nie tak sławnym jak Ciechocinek, ale o podobnym charakterze. Mamy również na stanie Maxi Kaza, który jest przedmiotem westchnień lwiej części każdego damskiego turnusu, z czego skwapliwie korzysta. Jest to człowiek raczej plebejskiej urody, obwieszony łańcuszkami, wiecznie w kowbojkach i we fryzurze a’la wczesny Elvis mocno nażelowanej. Wśród lokalnej społeczności jest powszechnie znany, wśród męskiej części wzbudza chyba coś w rodzaju zazdrości, wśród damskiej piorun wie co, z przewagą świętego oburzenia.
Właściwa część akcji:
Czas i miejsce: wczesne popołudnie, zakład fotograficzny. Wspomniany młodzian wkracza do zakładu z błyskiem zęba i świeżego żelu na włosach, u jego ramienia wisi uczepiona utleniona radykalnie niewiasta posunięta w latach (i chyba przez Maxi Kaza, bo bardzo zadowolona) i życzą sobie wspólne zdjęcie. Fotograf ustawia ich, pani szczerzy ząbki, Kaz również i w tym momencie pada z ust chłopaka robiącego zdjęcie (naprawdę nie wiem czy złośliwie, czy nieświadomie):
- Pan się przysunie bliżej mamusi...


Mój przyjaciel jest niezgorszym muzykiem i przez jego dom przewijają się często, mniej lub bardziej, znani ludzie ze światka muzycznego. Któregoś razu będąc u niego na małym "dżemie" zasłyszałem taką perełkę:
Aula kongresowa. Benefis Rynkowskiego z okazji którejśtam dekady działalności artystycznej. Rysiu bardzo się stresuje za kulisami bo zaraz ma występować z Cockerem, a ma problemy bo myli mu się tekst, a jako profesjonalista nie chciał śpiewać "z kartki". Ale wyglądając za kulisy ujrzał, że Cocker ma przed sobą jakieś notatki, więc doszedł do wniosku, że jeżeli taki mistrz jak jego przyjaciel korzysta z takiej pomocy, to i on może. Pora wyjścia na scenę. Pan Rysio zbiera się w sobie, ściska kartkę i wychodzi na miejsce, w którym miał śpiewać. Po drodze mija Joe’go i zerka w jego kartkę. I co widzi?? Wielkimi jak wół literami napisane:
RYSZARD RYNKOWSKI - POLAND


Była sobie swego czasu taka gra komputerowa Arcanum. Jakieś dwa lata temu z kumplem z klasy byliśmy na etapie grania w nią całe dnie i rozmawiania o swoich wyczynach. I tak spotkaliśmy się w autobusie w drodze do szkoły:
- I co napadłeś już na ten bank? - zapytał mnie zaraz po tradycyjnym "Cześć"
- Dopiero za drugim razem. - odpowiedziałem wiedząc, że chodzi mu o grę - Najpierw wszedłem tam z samym nożem, ale troche się bałem więc wróciłem później jak już sobie gnata kupiłem.
- A zabiłeś kobietę co tam pracowała? - zapytał
- Nie chciałem ale mnie zaatakowała i musiałem.
W tym momencie facet siedzący przed nami obejrzał się, zmierzył nas obu lekko przestraszonym wzrokiem, szybko odwrócił się zauważywszy, że zauważyliśmy go, po czym szybciutko wysiadł na najbliższym przystanku.


Za dobrych, pięknych czasów gościłem w domu rodziców mojej przyszłej małżonki. Cieplutko wówczas było, a moi przyszli teściowie lubili w taką pogodę podawać na deser lody (bez skojarzeń).
Teściowa, w trosce o zięcia, stojąc w kuchni, dosyć głośno zagaiła do żony:
- Zrobiłaś mu już loda?
...Konsternacja... Słyszę tylko, jak się szwagier polewa w poduszkę ze śmiechu, a teściu ryczy ze śmiechu. Ja akurat oglądałem telewizję w drugim pokoju i jeśli dobrze pamiętam, to dosyć daleko wyplułem kawałek tosta, który właśnie konsumowałem, a i chusteczka była niezbędna, bo łzy mi ciutek pociekły.
Po chwili teściowa załapała co palnęła i już z jajem w głosie dodała:
- No zrób mu tego loda, najlepiej z polewą.
Popłakałem się wtedy ze śmiechu.


Do oddziału banku w trakcie remontu wchodzi zdenerwowany klient i od drzwi już krzyczy na dysponenta:
- Co to jest, co to ma znaczyć?!
Pracownik banku nie wie co jest grane, jednak grzecznie podpytuje:
- W czym mogę pomóc?
- Co to za remonty i malowanie? Po jaką cholerę pomalowano cały budynek?
Pracownik:
- Dzięki temu nasza placówka wygląda ładniej, schludniej, aby nasi klienci czuli się lepiej.
Klient:
- Może i tak, tylko tam przy bankomacie miałem zapisany na ścianie numer PIN i za cholerę nie mogę teraz wypłacić...

Miauuuuu! 94